poniedziałek, 27 lipca 2015

rozdział bonusowy nr 3

ok, to już oficjalnie i definitywnie ostatnie co tutaj dodaję!
dzięki za czytanie <3

*

Aiden

 Kolejny już raz wytarłem moje spocone dłonie o materiał spodni i wziąłem głęboki oddech, próbując nie myśleć o tym, jak dużo osób czekało właśnie przed sceną. Mieliśmy już wcześniej kilka koncertów, na pierwszy przyszło naprawdę mało osób, ale później stopniowo na każdy kolejny przychodziło ich trochę więcej.
 Dlatego nie powinien, aż tak zaskoczyć mnie fakt, że w klubie było teraz prawie pół tysiąca osób. Ale jednak zaczynałem panikować, choć starałem się po sobie tego nie pokazać. Może dla kogoś innego byłoby to małą publiką, ale dla mnie było zupełnie inaczej. Dopiero przyzwyczajałem się do tego wszystkiego i wcześniej nie miałem zbyt dużo problemu z graniem przed ludźmi, ale to zawsze były mniejsze grupy. Wiedziałem jednak, że jeśli naprawdę chciałem, żeby zespół wypalił, będę musiał przywyknąć do o wiele większej widowni.
 Prawdopodobnie byłoby inaczej, gdybym miał pewność, że wszyscy ci ludzie byli naszymi fanami i uwielbiali naszą muzykę, ale tak naprawdę nie miałem pojęcia, czy tak było. Do klubu normalnie przychodziło sporo osób, więc jakaś część z nich pewnie nie kojarzyła, kim jesteśmy i możliwe, że nas znienawidzą po tym występie... Albo jeszcze w jego trakcie i zaczną obrzucać nas wyzwiskami, chcąc pozbyć się nas ze sceny.
 To ja miałem wszystko dzisiaj ogarniać (zresztą jak każdego innego dnia) i upewnić się, że byliśmy gotowi, więc nie mogłem teraz pozwolić sobie na jakiekolwiek nerwy. Musiałem pozostać spokojny i skupiony na moim otoczeniu, żeby być pewnym, że wszystko było w porządku. Nic nie mogło pójść nie tak, inaczej nasza wymarzona kariera zostałaby prawdopodobnie skreślona.
 Noah siedział rozłożony na kanapie i nie wyglądał na ani trochę przejętego, zamiast tego śmiał się co chwilę pod nosem, wpatrując się w ekran swojego telefonu. Koło niego leżała już para pałeczek do perkusji, więc uznałem, że on był przygotowany do grania. Przesunąłem wzrokiem dalej, chcąc sprawdzić, co robi Dylan, ale nie siedział nigdzie w pobliżu naszego perkusisty.
 Zamiast w jakikolwiek sposób szykować się do koncertu, który miał się zaraz odbyć, stał za to przy stoliku, na którym siedziała Violet. Opierał się dłońmi po obu jej bokach, nachylając się w jej stronę i rozmawiali między sobą z wielkimi uśmiechami na twarzach. Mogłem się domyślić, że cała jego uwaga będzie skupiona na niej, właśnie dlatego mówiłem jej, żeby nie przychodziła tu przed koncertem, ale oczywiście, że mnie nie posłuchała. Od tego właśnie były młodsze siostry.
 Podszedłem do lustra, chcąc ostatni raz sprawdzić, czy wyglądałem w miarę przyzwoicie. Moje włosy rozwalone były po całej głowie, ale wyjątkowo nie było tak, dlatego że starałem się je ułożyć właśnie w ten sposób przez dobre kilkanaście minut. Tym razem po prostu ciągle przesuwałem przez nie palcami ze stresu, czasem nawet szarpiąc mocno za kosmyki. Ostatecznie jednak wyglądało to zadowalająco, dlatego teraz nawet ich już nie ruszałem, poza tym wiedziałem, że pewnie przed samym wejściem na scenę znowu zdążę coś z nimi zrobić. Byłem dość blady, jakby cały kolor spłynął z mojej twarzy, wiedziałem jednak, że to szybko się zmieni po zagraniu kilku piosenek. Moje policzki nabiorą trochę czerwonego koloru od gorąca i wysiłku, a wtedy nie będę już wyglądał jak chodzący trup. Poprawiłem okulary, podsuwając je trochę wyżej na moim nosie i odetchnąłem głęboko.
 - Ok, zostało osiem minut! - zawołałem, sprawdzając najpierw czas na zegarku na moim nadgarstku.
 - Dobrze się czujesz, Aiden?
 Spojrzałem na moją siostrę, która była praktycznie tak samo blada jak ja, ale w przeciwieństwie do mnie u niej był to skutek rzadkiego wychodzenia z domu i wyglądała tak codziennie. Dylan obrócił się bardziej w moją stronę, przyglądając mi się teraz podejrzliwie i tylko Noah dalej zajęty był swoim telefonem.
 - Tak, czuję się świetnie - rzuciłem, a Violet uniosła wysoko brwi, nie wyglądając, jakby mi uwierzyła.
 Drzwi po lewej stronie pokoju otworzyły się i do środka wszedł Ian, a zaraz za nim nasi rodzice. Dylan od razu odsunął się trochę od Violet, pewnie mając nadzieję, że tego nie zauważą, ale tata zaśmiał się cicho, patrząc w ich stronę. I on i mama uwielbiali jej chłopaka, a jednym z powodów było na pewno to, że ledwo co jej przy nich dotykał. Niestety przy mnie było wręcz odwrotnie.
 - Jest w cholerę dużo ludzi - powiedział Ian i posłał mi szeroki uśmiech.
 Choć już o tym wiedziałem, na jego słowa poczułem, jakby ktoś mocno ścisnął mój żołądek. Mama uderzyła go w tył głowy za jego słownictwo, a on zaczął narzekać, że przecież to nie jest przekleństwo, więc nie musiałem nic mu na to odpowiadać, bo przestał zwracać na mnie uwagę. Przełknąłem nerwowo ślinę, znowu przesuwając dłońmi po materiale spodni, zostawiając w tym miejscu ślady przez to, jak dużo razy zdążyłem już to zrobić.
 - Denerwujesz się, co?
 Tak bardzo byłem skupiony na próbowaniu uspokojenia się, że nie zauważyłem, gdy podszedł do mnie tata i oparł się ramieniem o ścianę obok, a na jego twarzy pojawił się wesoły uśmiech.
 - Doskonale to rozumiem - dodał, choć nawet nie odpowiedziałem mu w żaden sposób, ale właściwie nie musiałem, zbyt mocno było to po mnie widać. - Gdy tam wyjdziesz, poczujesz się lepiej, uwielbiasz grać, świetnie czujesz się na scenie i choć teraz wydaje ci się, że to zbyt przerażające, to na pewno dasz sobie radę.
 Pokiwałem głową, nie ufając teraz mojemu głosowi i choć nie do końca uwierzyłem w to wszystko, to miałem nadzieję, że naprawdę właśnie tak będzie. Tata poklepał mnie jeszcze po ramieniu, a później podeszła do nas mama, uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco i uścisnęła mocno. Też musiała zdawać sobie sprawę z tego, jak się stresowałem i pewnie uznała, że mówienie teraz czegokolwiek nie miało zbyt dużo sensu.
 - Chyba musimy się już zbierać - powiedział głośno Dylan.
 Noah schował wreszcie telefon i podniósł się z kanapy, przeciągając się przy tym, po czym zaczął bawić się pałeczkami, kręcąc nimi między palcami. Violet pocałowała Dylana w policzek i objęła go na krótką chwilę, na co Ian zrobił niezadowoloną minę. Posłałem wymuszony uśmiech rodzicom i podszedłem bliżej do mojego zespołu, żebyśmy mogli wreszcie stąd wyjść.
 - Powodzenia! - zawołał Ian, patrząc w moją stronę i pokazując mi uniesione do góry kciuki.
 - Pójdzie wam świetnie - dodała Violet i uśmiechnęła się szeroko. - Będziemy wszyscy oglądać was zza kulis.
 - Chodźmy rozjebać tę scenę! - krzyknął Noah, chyba na chwilę zapominając, że nie byliśmy sami w pomieszczeniu.
 Tata zaśmiał się na to głośno, mama też wyglądała na trochę rozbawioną, ale mimo to pokręciła głową i ostrzegawczym tonem powiedziała:
 - Noah, słownictwo...
 - Przepraszam, Pani Horan - wymamrotał szybko, posyłając jej niewinny uśmiech.
 Mogłem to zrobić, to było tylko trochę więcej osób, ale oprócz tego różniło się to niczym od naszych wcześniejszych występów. Robiłem to już kilka razy, teraz też mogłem to zrobić bez problemu, prawda?
 Dylan pierwszy wyszedł z pokoju, machając na nas ręką, żebyśmy się ruszyli. Normalnie to byłbym ja, ale może jednak wszyscy (no oprócz naszego perkusisty) zauważali moje podenerwowanie, które trochę utrudniało mi teraz organizację. Noah przerzucił mi rękę przez ramiona, gdy zaczęliśmy iść korytarzem i zaczął gadać o tym, jaki jest podekscytowany tym koncertem. Miałem takie same odczucia jeszcze dzień wcześniej.
 Zatrzymaliśmy się z boku sceny, gdzie Dylan już zakładał pasek gitary elektrycznej przez ramię i sprawdzał jak dużo ma kostek do gry. Wokół chodzili ludzie odpowiedzialni za organizację koncertu i pośpieszali nas, żebyśmy się przygotowali i nie spóźnili na moment, w którym mieliśmy wyjść. Mimo mojego stresu automatycznie zacząłem sprawdzać, czy wszystko było tak jak powinno, a gdy się co do tego upewniłem, dopiero wtedy wziąłem mój bas.
 - To będzie wykurwiste - powiedział Noah, po czym obejrzał się przez ramię, jakby chciał sprawdzić, czy czasem mojej rodziny jeszcze tutaj nie było.
 - Ta, będzie świetnie, stary - odpowiedział mu Dylan, ale patrzył przy tym na mnie, jakby upewniał się, że zaraz nogi się pode mną nie ugną i nie polecę na podłogę.
 Pokiwałem energicznie głową, mimo tego że śniadanie podchodziło mi do gardła i cieszyłem się tylko, że to nie ja będę musiał zaraz śpiewać. To nie byłby zbyt dobry koncert, gdyby wokalista otworzył usta i zaczął wymiotować, może nawet trafiając kogoś z widowni. Na pewno byłoby to... dość interesujące, ale niekoniecznie dla osoby, której się to przydarzyło.
 - Wychodzicie za dziesięć sekund!
 Noah wyszczerzył się i podskoczył kilka razy, jakby nie mógł już opanować swojej energii, a ja zacisnąłem mocno palce na korpusie basu.
 - Pięć sekund!
 Dylan strzelił kostkami w obu dłoniach i zwilżył językiem usta, wyglądając na całkowicie opanowanego, gdy ja kompletnie panikowałem wewnątrz.
 - Już, już!
 Cieszyłem się, że nie muszę być tą pierwszą osobą, która tam wyjdzie, ale nie zmieniało to zbyt wiele, bo ledwo Noah to zrobił, musiałem pójść za nim. Dylan musiał lekko popchnąć mnie do przodu, żebym się ruszył i po kilku krokach byłem już na scenie.
 Ludzie nie byli ani strasznie głośnie, ani strasznie cicho, słyszałem raczej ciche rozmowy między sobą albo może po prostu odciąłem od siebie te dźwięki. Miałem wrażenie, że nogi mi się plączą, gdy podchodziłem do mojego miejsca i że wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak mocno bije mi teraz serce. Zamrugałem kilka razy, patrząc przed siebie na ogromną widownię i choć miałem wielką ochotę stamtąd uciec, wiedziałem, że nie mogę tego zrobić.
 Dasz radę, Aiden. Musisz dać radę. Dylan zaczął nas przedstawiać, nie mogłem się jednak skupić na tym, co mówił, jedyne o czym myślałem to, że już za moment rozpocznie się pierwsza piosenka. Przez krótką chwilę myślałem, że zapomniałem chwytów i jaki kawałek był, w której kolejności.
 Ale wtedy usłyszałem, jak Noah uderzył o talerze, a z ust Dylana wydobyły się początkowe słowa utworu...
 I zaczęliśmy grać.

*

 - Nie mogę uwierzyć, że poszło nam tak cholernie dobrze!
 - Mówiłem, że rozjebiemy tę scenę - odpowiedział Noah, potrząsając moimi ramionami.
 Wyszczerzyłem się do niego głupio, kiwając głową, bo rzeczywiście Noah był przekonany, że wszystko pójdzie jak najlepiej. I okazało się, że niepotrzebnie się stresowałem, bo właśnie tak było. Przy pierwszej piosence byłem jeszcze dość nieswój, ale w końcu całkowicie się uspokoiłem, grając na moim ukochanym basie. Tata miał rację, mogłem denerwować się wcześniej ilością osób, ale przecież świetnie czułem się na scenie i w końcu wszystkie te negatywne odczucia zniknęły, bo to właśnie było moje miejsce.
 Zrobiliśmy nawet sporo zdjęć z osobami z publiki, co dalej było dla mnie dziwne, choć wcześniej zdarzyło mi się, by parę osób mnie o nie prosiło. Dylan dostał najwięcej uwagi od dziewczyn, a to akurat ani trochę mnie nie dziwiło i tego właśnie się spodziewałem, Violet za to nie wyglądała na zbyt szczęśliwą. Rodzice wrócili już do domu, a Ian poszedł poszukać Hannah, która ponoć gdzieś tu była i też mieli już wychodzić. Nie miałem pojęcia, jakie plany mieli Violet i Dylan, ale Noah i ja chcieliśmy tu jeszcze trochę zostać.
 Mimo tego że niedawno skończyliśmy koncert (którego tak bardzo się wcześniej bałem), byłem teraz pełen energii i nie miałem zamiaru wracać jeszcze do domu. Wolałem wypić piwo albo kilka w ramach świętowania naszego małego sukcesu i mój przyjaciel całkowicie zgadzał się z tym pomysłem. Dlatego przedarliśmy się przez tłum, zatrzymując się parę razy, gdy ktoś nas zaczepił ("wasz wokalista jest taki gorący, czy jest wolny?!", "dacie mi follow na twitterze?") i w końcu udało nam się dostać do baru.
 Noah zamówił dwa piwa, a ja usiadłem wygodnie na jedynym wolnym stołku, na co on posłał mi niezadowolone spojrzenie. Rozejrzał się dookoła, ale gdy nie zauważył żadnego innego siedzenia, zazgrzytał zębami i oparł się łokciami o ladę.
 - Siedziałeś właśnie przez pół godziny! - zawołałem z rozbawieniem. - Teraz ja muszę posiedzieć.
 Barman podał nam nasze piwa, sprawdzając najpierw mój dowód, przez co Noah zaczął rechotać pod nosem, a ja przewróciłem oczami i zignorowałem go. Wziąłem kilka łyków alkoholu i westchnąłem cicho, czując jak zimny napój spływa po moim gardle. Właśnie tego teraz potrzebowałem. Przez następne kilkanaście minut rozmawialiśmy o koncercie, omawiając w szczegółach każdą rzecz, choć oboje przecież już o tym wiedzieliśmy. Ale wtedy Noah zobaczył jakąś dziewczynę, która mu się spodobała i - tak jak mogłem się tego spodziewać - zostawił mnie samego.
 Nie miałem zamiaru siedzieć jak idiota i na niego czekać, dlatego uznałem, że od razu po skończenia piwa, wrócę do domu. Noah pewnie zapomni nawet, że jeszcze z nim tutaj byłem, jeśli mu się poszczęści i w ogóle tu nie wróci. To nie byłby pierwszy raz, gdy zrobiłby coś takiego, byłem już do tego dość przyzwyczajony, więc nie przejmowałem się tym zbytnio. Wolałem dalej myśleć o tym, jak bardzo cieszyłem się, że koncert poszedł świetnie.
 - Jesteś naprawdę dobry w grze na basie.
 Spojrzałem w bok ze zdziwieniem, bo mimo wszystkich pochwał, jakie dziś dostaliśmy, pierwszy raz słyszałem coś takiego od kogoś, kto nie był moją rodziną albo kimś ze znajomych. Byliśmy chwaleni za cały występ i piosenki, ale nikt nie zwracał szczególnej uwagi na bas.
 - Och, um, dzięki - odpowiedziałem niepewnie.
 Dziewczyna siedząca obok mnie uśmiechnęła się w odpowiedzi i napiła się przez rurkę swojego drinka. Korzystając z okazji, przyjrzałem się jej uważniej i musiałem przyznać, że była naprawdę ładna, miała ten typ urody, który mówił: "nigdy się z tobą nie umówię, bo nie dorastasz mi do pięt".
 Jej blond włosy wyglądały prawie na białe i miała je odgarnięte na jedną stronę, odsłaniając długą szyję i okolczykowane ucho. Z tego co udało mi się zauważyć, jej oczy były prawdopodobnie szare, może trochę zielone, trudno było to teraz stwierdzić, tym bardziej że nie patrzyła w moją stronę. Usta miała pomalowane na krwiście czerwony kolor, po którym ślad pewnie zostałby na jej szklance, gdyby piła prosto z niej i może właśnie dlatego używała rurki.
 Gdy odwróciła z powrotem twarz w moją stronę, zmieszałem się lekko, bo wpatrywałem się w nią jak w obrazek, z czego możliwe że zdawała sobie sprawę.
 - Gwen Mitchell - przedstawiła się i wyciągnęła do mnie rękę.
 Jej oczy zdecydowanie miały szaro-zielony kolor.
 - Aiden - powiedziałem i ścisnąłem jej zimną dłoń moją lekko spoconą, a widząc jej oczekujący wzrok, niechętnie dodałem: - Horan.
 Puściłem szybko jej rękę, nie chcąc wyjść na dziwaka, który przytrzymuje ją zbyt długo. Zamiast tego złapałem moje piwo i wziąłem z niego kilka łyków, chcąc się czymś zająć. Gwen przyglądała mi się z ciekawością i może trochę rozbawieniem, musiała zauważyć, że byłem dość niezręczny w towarzystwie dziewczyn, choć chciałbym myśleć, że było inaczej.
 - Miło cię poznać, Aiden Horan - rzuciła z nieznacznym uśmiechem.
 I może byłem zbyt wyczulony na tym pukncie, ale wydawało mi się, że zwróciła szczególną uwagę na moje nazwisko, dlatego nie mogłem się powstrzymać, żeby nie spytać:
 - Och, rozumiem, że znasz One Direction?
 Uśmiech szybko zniknął z jej twarzy, a zamiast tego pojawił się na niej wyraz niezrozumienia, jakby nie miała pojęcia, dlaczego zacząłem ten temat.
 - Co, co to za pytanie? - Zaśmiała się lekko, spoglądając na mnie dziwnie. - Oczywiście, że znam, musiałabym być całkowicie odcięta od świata, żeby ich nie znać.
 To tylko mnie zdezorientowało i nie byłem już pewien, co myśleć o tej sytuacji.
 - Tak, wiem, że to stary zespół twójego taty - dodała i wzruszyła ramionami. - Nie jestem ich wielką fanką, jeśli właśnie o tym pomyślałeś.
 Teraz czułem się jak kompletny idiota, z jednej strony miałem ochotę pożegnać się z nią jak najszybciej, żeby znowu nie palnąć czegoś głupiego, ale z drugiej chciałem poznać ją lepiej. Wydawała się interesująca, a na dodatek doceniała moje umiejętności grania na basie, a to praktycznie nigdy mi się nie przytrafiało.
 Na moment zapanowała między nami cisza, Gwen pewnie czekała, aż w jakiś sposób odpowiem na jej wypowiedź, ale chciałem zmienić temat na coś dla mnie przyjemniejszego do rozmowy. Żeby zyskać trochę więcej czasu, powoli wypiłem kilka łyków piwa, kończąc zawartość mojego kufla.
 - Często tu przychodzisz? - wyrzuciłem z siebie w końcu, bo była to jedyna rzecz, która przyszła mi na myśl.
 - Właściwie to nie - odpowiedziała, kręcąc palcami rurkę w swoim drinku. - Byłam tu może raz wcześniej, a dzisiaj przyszłam, bo chciałam was posłuchać.
 Spojrzałem na nią ze zdziwieniem, nie pomyślałbym, że znała nas wcześniej, myślałem raczej, że przypadkowo znalazła się tu akurat tego dnia.
 - Wiedziałam o was jeszcze, gdy mieliście innego wokalistę. Byliście do bani.
 Musiałem mieć bardzo oburzoną minę, bo zaśmiała się lekko, mrużąc przy tym oczy i nie spuszczając ze mnie wzroku.
 - Chodziło mi głównie o jego wokal - wyjaśniła. - Po za tym od zawsze podobało mi się, jak ty grasz, dobrze zrobiliście, biorąc do zespołu tego nowego kolesia.
 To nawet nie było tak, że celowo pozbyliśmy się Masona z zespołu i zastąpiliśmy go Dylanem. On po prostu sam zdecydował się odejść, mimo tego że Noah i ja próbowaliśmy go namówić, żeby został. Moja mała siostra też zawsze powtarzała mi, że on w ogóle nie umiał śpiewać, ale moim zdaniem po prostu miał specyficzny głos, który nie wszyscy potrafili docenić. Postanowiłem jednak, że lepiej jeśli nie powiem tego na głos.
 - Ok, więc wcześniej nas nie lubiłaś, ale teraz jesteś może... naszą fanką?
 Gwen zrobiła zamyśloną minę, jakby musiała się nad tym poważnie zastanowić, ale podejrzewałem, że robiła to specjalnie, żeby trochę się ze mną podroczyć. Po chwili nachyliła się bardziej w moją stronę i uśmiechnęła się pod nosem, a ja przełknąłem nerwowo ślinę, bo znalazła się dość blisko mnie.
 - Wiesz co? Wcześniej byłam zdecydowanie twoją fanką - zaczęła, a ja nie mogłem powstrzymać uśmiechu, który cisnął się na moje usta - ale teraz chyba rzeczywiście jestem fanką całego zespołu.
 - Dzięki - odpowiedziałem, bo nie wiedziałem, co innego mogę powiedzieć w tym momencie.
 Gwen uniosła swoją szklankę i dopiła resztę swojego drinka, a mój wzrok skupił się na jej ustach wokół rurki. Po tym odsunęła od siebie naczynie i przekrzywiła lekko głowę, spoglądając na mnie z wesołymi błyskami w oczach.
 - Ale ty dalej jesteś moim ulubieńcem.
 Miałem nadzieję, że moje policzki nie zrobiły się teraz czerwone, tak jak mi się wydawało i starałem się zachowywać na luzie, ale to na pewno mi się nie udawało.
 - W takim razie tym bardziej dziękuję...
 Gwen uśmiechnęła się z rozbawieniem na moje słowa i spojrzała na zegarek na swoim nadgarstku.
 - Będę musiała się już zbierać - powiedziała, wzdychając cicho.
 - Czekaj, nie mów, że jesteś niepełnoletnia i musisz szybko wracać, żeby rodzice nie byli źli - wypaliłem bez zastanowienia.
 Liczyłem na to, że może uda mi się z nią jeszcze kiedyś porozmawiać, ale jeśli okazałoby się, że blisko jej było do wieku mojej siostry, to chyba nie bardzo byłoby to możliwe. Po wyglądzie wyglądała raczej na kogoś w moim wieku, nie byłem jednak zbyt dobry w zgadywaniu tego, ile ktoś ma lat.
 - Nie - odpowiedziała i zaśmiała się cicho. - Wcześnie rano wstaję do pracy, więc muszę się trochę wyspać.
 Odetchnąłem z ulgą, a ona pokręciła nieznacznie głową, przyglądając mi się z wesołym uśmiechem.
 - Jasne, rozumiem, ja też miałem zaraz się stąd zbierać.
 Gwen zaczęła grzebać w torebce, dlatego odwróciłem wzrok w drugą stronę, nie chcąc sie jej tak przyglądać, gdy coś robiła. W środku ciągle było cholernie dużo osób, co właściwie mnie nie dziwiło, bo było dość wcześnie, a oni pewnie zostawali tu prawie do rana. Spojrzałem z powrotem na moją nową znajomą, gdy podsunęła w moją stronę kartkę z wypisanym na niej ciągiem cyfer.
 - Odezwij się kiedyś - powiedziała, wstając ze swojego miejsca i posyłając mi ostatni uśmiech.
 Patrzyłem w szoku za jej oddalającą się sylwetką, póki nie zniknęła między ludźmi, a wtedy mój wzrok opadł na papier przede mną. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś taki jak ona właśnie dał mi swój numer. Wyciągnąłem komórkę i zapisałem ją w kontaktach, żeby mieć pewność, że w jakiś sposób nie stracę szansy na skontaktowanie się z nią, a później i tak schowałem kartkę do kieszeni moich spodni.
 Uśmiechałem się szeroko sam do siebie, gdy wstałem z krzesła i przeciągnąłem się decydując, że już czas, żebym udał się do domu. Nie spodziewałem się tylko, że Noah wróci do baru i wpadnie prosto na mnie, ekscytując się tym, jak to poderwał jakąś laskę i zaraz mają iść do niego.
 - A ty? Wyrwałeś kogoś?
 Pokręciłem głową w odpowiedzi, na co on poklepał mnie pocieszająco po plecach mówiąc, że kiedyś na pewno w końcu mi się uda. Pożegnaliśmy się i ruszyłem w stronę wyjścia z klubu, a gdy szedłem do domu, ciągle myślałem o tej całej Gwen.
 Już następnego dnia do niej napisałem, bo nie mogłem się powstrzymać, a Noah gdy się o tym dowiedział, zrobił mi wielki wywód o tym, jak źle podchodziłem do całej sprawy, bo powinienem udawać, że nie jestem aż tak bardzo zainteresowany. Gwen później powiedziała mi, że podobało jej się to, że nie bawiłem się w głupie gierki.
 A miesiąc później awansowałem z miana jej prawie-ulubionego-basisty na miano jej chłopaka.